sobota, 25 czerwca 2011

zaklinacz nosów

Nie wiem czy to zwyczajny zbieg okoliczności, czy tez wiedziona przeczuciem, ale kilka dni temu kupiłam chustecznik i postanowiłam pomazać farbką i wzorek strzelić na dach.
Może wykrakałam sobie  nieproszonego gościa w nozdrzach, który nosi imię jak państwo w Afryce?
 kto wie..?
 Zatoki zajmują mi wielkie, glutowate wieloryby i oddychać nie mogę. Węch straciłam i liczę, że sprawę pozamiata lekarstwo od doktora Maczka z lokalnej przychodni. Doktor Maczek przyjmując mnie też wypluwał sobie płuca i zewsząd słyszę, że ludzie je sobie wypluwają. Ale nie wywołujmy watahy z lasu, a kurujmy się, pijmy soki z cytrusów i myślmy zdrowo:))

e voila
 le chustecznik:






piątek, 24 czerwca 2011

kruszenie pierwszych lodów

Lód jaki jest każdy czuje i widzi.
Przez lód patrzy się jednak  w sposób widocznie odmienny.
Wodór jest najfajnieszym pierwiastkiem oprócz tlenu bo ciągle się śmieje - H H H :)






środa, 25 maja 2011

środa, 18 maja 2011

pastelowo na szarym papierze

Rysy miały być nasze, ale się zniekształciły w procesie kredkowania;)
Niepodobni jesteśmy raczej.
 L. ma cechy Neptuna, a ja bulwę nosową zamiast, ale na palecie kolorów umieściłabym nas w okolicach takich odcieni.
Pierwszy raz niekoniecznie musi byc perfekcyjny, czasem wystarczy że został zrobiony :)






Procesy twórcze rozgrywają się przypodłogowo.
 Tu jeden z procesów porannych, którego efekt niestety został unicestwiony przez małego artystę:


niedziela, 15 maja 2011

skórka pomarańczowa

podobno jest niefotogeniczna?

Pomarańcze sa jednak fajne, można nimi patrzeć, albo testować nań szminki  ;))