czwartek, 20 kwietnia 2017

love life kwietniowe

Odkąd pamiętam pogoda nigdy nie miała znaczenia dla mojego samopoczucia...no chyba, że są skoki ciśnienia. Nie warto znajdować sobie powodów do zmartwień tylko z powodu deszczu i chłodu, po co?
Proszę zapiąć pasy, wzbijamy się ponad ziemska atmosferę;)









piątek, 24 lutego 2017

koniec karnawału...

.....a w związku z nim twórcze podsumowanie.

Tendencja ostatnich lat wskazuje na militarne upodobania.  Mnie się mniej podoba, bo z natury jestem kobietą pokojowo nastawioną, ale cóż, musiałam podjąć wyzwanie. W przypadku przebrań mundurowych nie musiałam się szczególnie wysilać, jedynie trafić na sprzyjające okazje w ciuchaczach (kamizelka) tudzież nabyć kask, który mimo uniwersalnego rozmiaru, okazał się za ciasny. Mój syn to ma łeb nie od parady;P.
Napiszę zresztą, że second handy sa najlepszą instytucją w służbie karnawału...zawsze się trafi na inspirujący gadżet, starą katanę do przeróbki, odjechany ciuch z ekstra skazą. Z wypożyczalni nie korzystam, to trochę wbrew mojej naturze, przyznam się jednak, że ekwipunek kapitana Hooka w większości podarowali nam znajomi, ale o piracką przepaskę z trupią główką zadbałam sama. Moim oczkiem w głowie są detale i tu w sukurs przychodzi pasmanteria.

Trzecia klasa to ostatnia okazja do szkolnej zabawy karnawałowej, ale mam nadzieję, że nie zabraknie nam ochoty i inwencji, żeby bawić się tak na 'domówkach'

Dyskutując (wbrew zasadzie) o gustach, zdecydowanie wolę klimaty muzyczne, ewentualnie mogę szerzyć swoiste piractwo;)

lecimy od czasów teraźniejszych do młodszych

SWAT





MARINES


CZYM JEST ROCKMEN BEZ GITARY, KTÓRA PŁONIE W RĘKACH...JEST OGIEŃ


GITARA SIĘ SUSZY


PIRAT



poniedziałek, 26 grudnia 2016

matkość chrzestna


Dziewczę zwane Szyszką patrzy na mnie na zdjęciu z obawą. Może z obawy tej wyrośnie, może nie.
Z byciem rodzicem chrzestnym wiążą się niebagatelne obowiązki wychowania w wierze i tym podobne. Z tym może być krucho, bo w tej materii jestem suchym patykiem, rurką bez nadzienia.
 Będę nietypową chrzestną, trochę śmieszną, trochę nieprzystosowaną, trochę melancholijną.

poniedziałek, 19 września 2016

ciepło..cieplej..gorrrrąco

To były pierwsze nasze wspólne wakacje...w tropikach.
 Już na powitaniu, kiedy na miejscu wylaliśmy się z autokarów, pan rezydent przeprosił za niską temperaturę (ok 30 stopni C w cieniu)
Raz zdarzyła się burza. Ostatniego dnia tez padało... rezydent stwierdził że Chorwacja płacze z żalem się z nami żegnając.
Nie wiem, czy dałabym radę przez cały sezon, może. Czy było warto? Dla krystalicznej wody - tak. Dla widoków - tak. Mimo wszystko musieliśmy szukać miejsc odosobnienia, żeby pobyć z śródziemnomorską przyrodą sam na sam i w pełni wypocząć. Końcówka sezonu, a sezon tak jakby w pełni.
  Poza tym fenomen nudystów. WOW!  Ile nawidzieliśmy się gejów oliwnych w Kroejszi to chyba nigdzie. Wszystko jak pan bucek stworzył. Żaden szok w trampkach, ale Igor się napatrzył cycków i innych pierwszorzędnych cech po wsze czasy.
Oprócz relaksu przeżyliśmy chwile grozy. Mały horror podczas zgubienia się w Mostarze w Bośni, no i przypuszczenie złamania kości stopy u małża, które ostatecznie rentgen podsumował -'ne vidi se kośtane traume desnog' - ufff;)
 chyba bym jeszcze wróciła...












wtorek, 3 maja 2016

spotkanie na szczycie

Centrum Górskie Korona Ziemi w Zawoji, to miejsce, które obowiązkowo muszą odwiedzić pasjonaci gór. Osoby średnio w górach zorientowane (ja) na pewno dowiedzą się tu  mnóstwa ciekawych rzeczy, szczególnie, że przewodnicy mają tak ogromną wiedze na temat, że trudno zawrzeć ją w planowej 'godzinie'. My musieliśmy z przyczyn wyższych opuścić budynek w połowie prelekcji, tj po ok 2 godzinach, a oprowadzajacy dopiero sie rozkręcał. Wiem już jakie są najwyższe szczyty na ziemi, ba, wiem wiele więcej, nawet o górskiej antykoncepcji występującej powyżej 5 000 m npm;)





niektórzy sie jednak nudzili



poniżej fragment zdjęcia z kilkoma uczestnikami pierwszej zimowej wyprawy na Mount Everest, na uwagę zasługuje pan z nr. 5.


Kilimanjaro - masyw wulkaniczny w Afryce:


Czomolungma, wiadomo największa :




Wojciechowska jest naprawdę wielka (tu jej pamiątki z wejścia na Aconcague, najwyższy szczyt Ameryki Płd.)


no i jeszcze nasze zdjęcie pamiątkowe z wyprawy: