Myślałam, że nordic walking to ściema, ale to naprawdę działa, na ducha i ciało. Moja mama uczestniczy w takich rajdach z kijkami, a ja wprosiłam się po raz pierwszy i raczej nie ostatni.
Bałam się że nie wstanę o poranku, a dla odmiany wyfrunęłam spod kołdry lekka jak piórko. Niesamowite. Chyba tak wygimnastykowałam ciało, że nie chciało mnie stresować zakwasem.
Przez niemal sześć godzin wędrowaliśmy w zimowych okolicznościach przyrody.
Szlak ciągnął się Doliną Górnej Wisły, wokół jeziora Goczałkowickiego. W cieniu leżał śnieg, w słońcu, na zaoranych polach, grzęźliśmy w błocie. To było najpaskudniejsze i jeszcze woń obornika łyee, ale cała reszta tuszuje niedostatki.
W kwietniu szykuje się spacerek po dolinkach podkrakowskich.
W lesie jest tak cicho, chciałoby się przystanąć, ale potem trzeba gonić za peletonem;)
Takie wypady w dziczkę to żywioł kobiet.
Baby, jak się zejdą, to potrafią mówić bezustannie, co na postojach ma swój urok:)
cała reszta jest milczeniem, oczekiwaniem i kontemplacją
ku wiośnie marsz!






